Lifestyle

Przypowieść na niedzielę: nie jesteśmy tacy poskręcani!

Jako ludziki z korporacji zawsze słyszymy, że „siedzenie to nowe palenie” i inne teksty mające za zadanie podkreślić, że nasz tryb życia to ekspresowa droga do samozagłady. Rzecz jasna nie sposób inaczej określić sytuację, gdy ktoś przy pracy siedzącej nie uprawia żadnego sportu, a narzeka na dziwne bóle dochodzące z różnych części ciała. Ale czy to oznacza, że należy wszystkich wrzucać do jednego wora?

Z mojego doświadczenia – tak, wrzućmy wszystkich do jednego wora. Jeśli masz pracę przy biurku, to każdy ból w ciele wynika z siedzenia, koniec dowodu □ 🙂 Za to kto tak hojnie szasta wyrokami? Trenerzy i fizjoterapeuci, którzy – uwaga uwaga – sami zazwyczaj mają na koncie kontuzje, bóle barku, zwichnięcia, sztywności, ograniczenia ruchomości itp., i aureola wokół głowy, jaką gwarantuje skończenie AWF, wcale ich przed tymi dolegliwościami nie zabezpiecza.

Nigdy nie lubiłam WF-u, bo nie lubiłam siatkówki (każda dziewczyna to musi być urodzona siatkarka). Zrobiłam magistra na studiach dla nerdów i od lat pracuję przy komputerze. Do tego raz za razem czuję jakieś nieidealności w ciele. Byłam przekonana, że na pewno dzieje się tak gdyż za mało się ruszam, tudzież wszystko robię nie tak jak trzeba. Ostatnio poszłam sobie na szkolenie z „robienia wszystkiego lepiej”, czyli zdrowy bark, zdrowe biodro itp., i tak się złożyło, że na sali byli praktycznie sami fizjoterapeuci. Po tym całym utyskiwaniu na ludzi mojego pokroju byłam przekonana, że wszyscy będą idealni, a ja na ich tle będę obrazem nędzy i rozpaczy. Jednak jak tak wykonywaliśmy na sobie nawzajem różne testy funkcjonalne, okazało się, że praktycznie każdy ma coś, nad czym powinien popracować, a to że ja jestem z korpo, to nie znaczy, że mam tych rzeczy jakoś więcej od innych. Wręcz we wielu obszarach byłam pozytywnie sobą zaskoczona. Okazało się, że jestem wobec siebie zbyt krytyczna, a dolegliwości chodzą po ludziach, nieważne gdzie pracują.

Często jest tak, że idziemy do trenera właśnie po to, by nie złapać kontuzji, a on opowiada ilu to już kontuzji nie miał. Szewc bez butów chodzi. Czy taka osoba może być autentyczna? Normalnie uznałabym takie coś za czerwoną flagę, ale teraz myślę, że trzeba być bardziej wyrozumiałym. W grę wchodzą subtelności i w taktyce unikania kontuzji chodzi głównie o to, żeby nie popełnić oczywistych błędów.

Tę samą wyrozumiałość możemy zastosować do samych siebie. Może i dużo siedzimy, ale to nie jest wyrok, szczególnie jak robimy w życiu też inne rzeczy. A siedzenie to tylko jeden z WIELU czynników, które mogą dawać uczucie dyskomfortu w ciele, i pod tym względem wszyscy jesteśmy równi.


Źródło zdjęcia

Jeden komentarz

  • Mięsny Paweł

    Czasem ból wynika z przepicia… 😛

    Ja do trenera poszedłem żeby nauczył mnie efektywnie nabierać masy mięśniowej, technik treningowych itp. Samotne wyprawy na siłkę bez znajomości technik kończyły się czasem przetrenowaniem i wykluczeniem z życia sportowego na tydzień.

    I tak co do siedzenia to faktycznie, wybierasz windę, samochód i nie ruszasz się większość dnia i nocy to łatwo umrzeć… Serce nie ma siły pompować krwi…
    Jest na to sposób, wystarczy pogrozić impotencją i zaraz wszyscy garną się wyciskać ciężary 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *